about:
rilwena, tygrysica, angelpoison
13 marca 1988
zielony, fioletowy, czarny.

Tagi

 


"But I don't want to go among mad people," Alice remarked.
"Oh, you can't help that," said the Cat: "we're all mad here. I'm mad. You're mad."
"How do you know I'm mad?" said Alice.
"You must be," said the Cat, "or you wouldn't have come here."

- Lewis Carroll 'Alice's Adventures in Wonderland'


2010-01-17 23:12:12
pogrzeb
Haha, nie, daj spokój, nigdy nie byłyśmy koleżankami.
Skąd ja mam niby wiedzieć, co u niej? Zapytaj ją. Ja nie wiem. Nie, nic się nie stało chyba. Eee, musiało pójść o coś? Nie, lubię ją. I naprawdę nie wiem, co się stało.

Umarła. Obrażona, umarła i nawet nie napisała mi smsem. Zna mój numer, ma do mnie wszystkie drogi kontaktu. Ale umarła, ot, tak, nic mi nie mówiąc.
Dowiedziałam się z gazety. Wszyscy się dowiedzieliśmy. Było nam smutno, ale z nas wszystkich wariatów poryczał się tylko jeden, normalny. Reszta, włącznie ze mną, miała kamienne twarze.

Pogrzeb jako taki nie był organizowany. Po prostu jakoś tak zebraliśmy się któregoś dnia. Zaproszenia poszły przez znienawidzony facebook i, o dziwo, dotarły do kogo trzeba. Staliśmy pod blokiem tupiąc w miejscu. Było chłodno, więc poszliśmy do knajpy. Dużej i upakarzająco pustej wczesnym popołudniem. Siedzieliśmy w milczeniu, ktoś zapalił papierosa, ktoś odchrząknął.

Przemówił pierwszy. Opowiadał, jak wyglądał jej świat, a ja co kilka zdań parskałam śmiechem. To wszystko wyglądało tak bardzo inaczej z mojej perspektywy. Idę o zakład, że byłam o dwa kroki bliżej "prawdy". Później mówił następny, jeszcze jeden i kolejny. Każdy uważał się za wtajemniczonego. Przemarzniętymi palcami dotykałam letniej filiżanki z kawą, gdy nadeszła moja kolej. Nie wstawałam.
Pociągnęłam łyk napoju.
"Nie żyje. To pewne. W końcu mam o niej jakieś pewne informacje. Nie obchodzi mnie, co mówicie na jej temat. Ile razy z wami spała, jak dobrze wam było. Ile razy wypłakiwaliście się jej w rękaw i czy potrafiła was wysłuchać. Teraz - nie ma jej. Co o niej myślę? Była inteligentna. Wiedziała o tym. Miała swoje problemy, jak wszyscy. Lubiłam ją, ale po śmierci mam do niej przede wszystkim dużo żalu. Bo, to wiem na pewno, byłam dla niej gorszym gatunkiem niż wy. I dała mi to odczuć."
Dokończyłam kawę jednym haustem i pospiesznie wyszłam, bo bardzo osobowe towarzystwo zaczęło szemrać z dezaprobatą.
Było mi bardzo przykro. Nie dlatego, że umarła, ale dlatego, że czułam się nic nie warta.
Tagi: mam dość, żółć, nie wiem czy powinnam to upubliczniać
skomentuj (7)


2010-01-03 21:50:54
marcepan
no to mamy (upragniony dla wielu) 2010. twenty-ten. ubiegły rok znajomi pooceniali jako zły, nijaki, najgorszy w życiu. przynajmniej większość, przynajmniej na fejsbuku.
a ja wcale nie, wcale tak nie uważam.

bo 2009 to był naprawdę długi, ciekawy i pouczający rok.

wszystko się zmieniło. faceci, kobiety, miejsca, zapachy, znajomi, nawyki, studia, imprezy. wszystko.
ten rok był jak jedna długa impreza, a grudzień (ze względu na niepozałątwiane sprawy  niewyjaśnione sytuacje) był jak przebudzenie na kacu.

zrobię telegraficzny skrót:
styczeń - zmęczenie i wątpliwość
luty - z lekka bajkowe lafstory
marzec - zgrzytanie zębami
kwiecień - zwrot o 180 stopni (papierosy)
maj - szał, intrygi i odrobina uspokojenia
czerwiec - gorączkowe wypełnianie pustki
lipiec - norwegia i rozsypka
sierpień - praktyki z japonkami i powolne przejrzenie na oczy
wrzesień - nadzieje i przeprowadzka
październik - przystosowywanie się do nowych warunków
listopad - finlandia, błędy oraz jak je naprawiać
grudzień - wyrzuty sumienia, panika i pewna optymalizacja

czyli - wszystko się mniej-więcej dobrze skończyło. czy byłoby mi lepiej, gdyby rok potoczył się inaczej? nie wiem. na pewno byłoby mniej intensywnie.

muszę przyznać, że nie było różowo - zostałam siłą przeciągniętą przez całą tęczę.
było źle, było dobrze - ale podobało mi się. dużo wrażeń, dużo rozczarowań... ale wycisnęłam z tego, ile się dało.
po czym wykasowałam wszystkie smsy i zaczęłam na nowo.

amen.
Tagi: żółć, jestem całkiem zwyczajna, na plus
skomentuj (0)

2009-11-24 21:03:47
...and back again
zabawne, że listopad to wciąż mój ulubiony miesiąc.

"i w pizdu, i wylądował. i cały misterny plan też w pizdu."

po kolei: człowiek, w którym pokładałam pewne nadzieje, okazał się tchórzem i unika kontaktu. no ja się napraszać nie będę, niedoczekanie. najpierw mnie to nie obeszło, jego życie to jego decyzje, proszę. ale teraz czuję się święcie obrażona, bo obiecywanie to jedno, a czyny to drugie. ehe. dokładnie ta sama historia, co zwykle.
tymczasem: kilka innych osób okazuje mi zainteresowanie. a ja przecież lubię się bawić. przez tydzień leżałam w łóżku, odpoczęłam, rozstroiłam sobie rytm dobowy. wróciło kładzenie się o 4 - czy to przez rozmowy czy naukę (aha, jasne) i wstawanie o 14. poza tym rysuję, czytam komiksy, słucham muzyki. jak zwykle. i palę papierosy - bez nich za szybko piję drinki. rzucę w lepszych czasach.

bardzo możliwe, że wywalą mnie z etno. okaże się na rozmowie z panią dziekan. dokładnie za tydzień. zrobię, co się da.

wszyscy wyjechali albo wyjeżdżają, znajomi z uczelni (i nie tylko) rozsiali się po azji i europie. też wyjadę. zostawię to wszystko i zrobię magisterkę w skandynawii albo jukej. albo, cholera, doktorat w stanach. chrzanić wszystko.
tylko... tylko najpierw muszę zaliczyć ten cholerny licencjat.

mieszkam w miejscu, w którym nigdy nie chciałam mieszkać.
ale dobrze mi: mam kota, fajną współlokatorkę, dojazd nie jest taki zły.
robię rzeczy, których nigdy nie chciałam robić.
ale może miałam złe wyobrażenia? z resztą też nie mogę narzekać, cokolwiek się dzieje, mogę zadzwonić do któregoś z chłopaków i przyjedzie. jak nie ten, to inny.
mam dość rzeczy, których nigdy nie chciałam mieć dość.
ale "mając wpływ" na czyjeś życie ponoszę też za tę osobę częściową odpowiedzialność, a to ciąży.

nienawidzę, gdy ludzie przyzwyczajają się, że ja jestem dla nich. czemu? proste: bo ich nigdy nie ma dla mnie. nudzą ich rozmowy ze mną, jeśli sami czegoś nie potrzebują.
tak się tylko rozczarowałam.
Tagi: mam dość, żółć, jestem na nie, lost boys, glhf, tygrys obojga kierunków
skomentuj (3)

2009-11-04 22:50:26
zimno
jeżu kolczasty... jeśli zostałabym pisarką, to sprzedawałabym miliony romansów albo powieści obyczajowych. niestety, chyba tylko w pisaniu tego jestem dobra. nawet do porządnego dramatu się nie nadaję.
przynajmniej mam satysfakcję, że mając naście lat napisałam krórką historyjkę o miłości, po przeczytaniu której jedna z młodszych koleżanek z jakichś kolonii podeszła do mnie ze łzami w oczach i powiedziała, że "to takie piękne". czytały to sobie na głos w przedziale. wkurzyłam się, no ale skoro im się podobało...

wytrawny jabłkowy cydr i ciasteczka z cynamonem. tyle chcę zapamiętać z dzisiejszego dnia.
z wczoraj zostawię w pamięci kanapki i pożegnanie na lotnisku. i sam lot, bo widoki były wyjątkowo ładne.
z wcześniejszych dni może trochę więcej.

najpierw opiszę historyjkę. albo nie, nie warto. nigdy nie wiadomo, kto to przeczyta, może sam zainteresowany (tu pozdrawiam kolejnego już maćka). przypominam, że lubię uczciwe sytuacje, a konspiracje cenię najbardziej, gdy mogę wyjść na ulicę z koktajlem mołotowa w dłoni. tak, pilipiuka za dużo czytałam wczoraj w pociągu. czytałam, żeby czymś zająć ten mój nieporadny łeb. sama muzyka nie wystarcza.

finlandia. kraina muminków i, podobno, wódki. weekend minął mi naprawdę szybko. głównie za sprawą imprezy, która dostarczyła mi przedniej rozrywki. jubilat dopisał, hehe. było kogo zbierać z podłogi. nooo i te rosjanki... nie dziwię się coniektórym, hoho. śliczne dziewczęta, miłe, wesołe. aż przyjemnie było na nie patrzeć. i, chociaż uważam się za osobę nienawykłą do imprezowania w gronie głównie nieznanych mi osób, było wspaniale. zazdroszczę erasmusowcom. też będę musiała to wypróbować... o ile nie przestraszę się zostawienia całego poznania na rok czy pół. chociaż, skoro nie bałam się opuścić gdańska...

dziś poznań zasypał śnieg. było naprawdę biało. dawno nie cieszyłam się tak z zabrania rękawiczek.
nastała zima. chłód. czas najwyższy odizolować się od ludzi, ułożyć moje życie prywatne do zimowego snu i zacząć pracować. nareszcie. odkurzę moje "młodzieńcze" podejście do ludzi: "a co mnie to". skupię się na sobie.

mimo wszystko cieszę się, że jeszcze nie jest mi wszystko jedno. wy też możecie się z tego cieszyć.

p.s. mizuu dziękujemy za nauczenie mnie dwóch znaków migowych. "mad, angry" i "overwhelmed". pomogło mi jakoś. i głupi facebook też pomaga, choć chyba lepiej by było rzucić to cholerstwo.
Tagi: nostalgicznie, nie wiem czy powinnam to upubliczniać, nie to chciałam napisać, lost boys, glhf
skomentuj (3)

 

model, photo & code by me

 

księga:
milcz || mów

 

sznurówki:
linki
godai blog i komiksy szczęśliwego ojca.
miziak pisarka, co nie lubi pierścionków.
lao my honey bunny
nikoś i lumisia niezłe z nich aparaty ;)
płecha ta panna, co pisze.
nie dotykaj tajniaczka.
nebada prawie mój idol.
kocur co było a nie jest...
elunia i na piwo.
droo mroczna? hmm...
agee hormony jej buzują.
pfff że niby nic takiego?
jonderko podobno nie prawdziwy.

 

moja nie-rewolucja:
2010
styczeń
2009
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty

 

blog.pl