Tagi ja jestem całkiem zwyczajna jestem na nie lost boys mam dość muzyka na plus nie wiem czy powinnam to upubliczniać nostalgicznie żółć
|
"But I don't want to go among mad people," Alice remarked.
2010-01-17 23:12:12 2010-01-03 21:50:54 marcepan no to mamy (upragniony dla wielu) 2010. twenty-ten. ubiegły rok znajomi pooceniali jako zły, nijaki, najgorszy w życiu. przynajmniej większość, przynajmniej na fejsbuku. a ja wcale nie, wcale tak nie uważam. bo 2009 to był naprawdę długi, ciekawy i pouczający rok. wszystko się zmieniło. faceci, kobiety, miejsca, zapachy, znajomi, nawyki, studia, imprezy. wszystko. ten rok był jak jedna długa impreza, a grudzień (ze względu na niepozałątwiane sprawy niewyjaśnione sytuacje) był jak przebudzenie na kacu. zrobię telegraficzny skrót: styczeń - zmęczenie i wątpliwość luty - z lekka bajkowe lafstory marzec - zgrzytanie zębami kwiecień - zwrot o 180 stopni (papierosy) maj - szał, intrygi i odrobina uspokojenia czerwiec - gorączkowe wypełnianie pustki lipiec - norwegia i rozsypka sierpień - praktyki z japonkami i powolne przejrzenie na oczy wrzesień - nadzieje i przeprowadzka październik - przystosowywanie się do nowych warunków listopad - finlandia, błędy oraz jak je naprawiać grudzień - wyrzuty sumienia, panika i pewna optymalizacja czyli - wszystko się mniej-więcej dobrze skończyło. czy byłoby mi lepiej, gdyby rok potoczył się inaczej? nie wiem. na pewno byłoby mniej intensywnie. muszę przyznać, że nie było różowo - zostałam siłą przeciągniętą przez całą tęczę. było źle, było dobrze - ale podobało mi się. dużo wrażeń, dużo rozczarowań... ale wycisnęłam z tego, ile się dało. po czym wykasowałam wszystkie smsy i zaczęłam na nowo. amen. Tagi: żółć, jestem całkiem zwyczajna, na plus skomentuj (0) 2009-11-24 21:03:47 ...and back again zabawne, że listopad to wciąż mój ulubiony miesiąc. "i w pizdu, i wylądował. i cały misterny plan też w pizdu." po kolei: człowiek, w którym pokładałam pewne nadzieje, okazał się tchórzem i unika kontaktu. no ja się napraszać nie będę, niedoczekanie. najpierw mnie to nie obeszło, jego życie to jego decyzje, proszę. ale teraz czuję się święcie obrażona, bo obiecywanie to jedno, a czyny to drugie. ehe. dokładnie ta sama historia, co zwykle. tymczasem: kilka innych osób okazuje mi zainteresowanie. a ja przecież lubię się bawić. przez tydzień leżałam w łóżku, odpoczęłam, rozstroiłam sobie rytm dobowy. wróciło kładzenie się o 4 - czy to przez rozmowy czy naukę (aha, jasne) i wstawanie o 14. poza tym rysuję, czytam komiksy, słucham muzyki. jak zwykle. i palę papierosy - bez nich za szybko piję drinki. rzucę w lepszych czasach. bardzo możliwe, że wywalą mnie z etno. okaże się na rozmowie z panią dziekan. dokładnie za tydzień. zrobię, co się da. wszyscy wyjechali albo wyjeżdżają, znajomi z uczelni (i nie tylko) rozsiali się po azji i europie. też wyjadę. zostawię to wszystko i zrobię magisterkę w skandynawii albo jukej. albo, cholera, doktorat w stanach. chrzanić wszystko. tylko... tylko najpierw muszę zaliczyć ten cholerny licencjat. mieszkam w miejscu, w którym nigdy nie chciałam mieszkać. ale dobrze mi: mam kota, fajną współlokatorkę, dojazd nie jest taki zły. robię rzeczy, których nigdy nie chciałam robić. ale może miałam złe wyobrażenia? z resztą też nie mogę narzekać, cokolwiek się dzieje, mogę zadzwonić do któregoś z chłopaków i przyjedzie. jak nie ten, to inny. mam dość rzeczy, których nigdy nie chciałam mieć dość. ale "mając wpływ" na czyjeś życie ponoszę też za tę osobę częściową odpowiedzialność, a to ciąży. nienawidzę, gdy ludzie przyzwyczajają się, że ja jestem dla nich. czemu? proste: bo ich nigdy nie ma dla mnie. nudzą ich rozmowy ze mną, jeśli sami czegoś nie potrzebują. tak się tylko rozczarowałam. Tagi: mam dość, żółć, jestem na nie, lost boys, glhf, tygrys obojga kierunków skomentuj (3) 2009-11-04 22:50:26 zimno jeżu kolczasty... jeśli zostałabym pisarką, to sprzedawałabym miliony romansów albo powieści obyczajowych. niestety, chyba tylko w pisaniu tego jestem dobra. nawet do porządnego dramatu się nie nadaję. przynajmniej mam satysfakcję, że mając naście lat napisałam krórką historyjkę o miłości, po przeczytaniu której jedna z młodszych koleżanek z jakichś kolonii podeszła do mnie ze łzami w oczach i powiedziała, że "to takie piękne". czytały to sobie na głos w przedziale. wkurzyłam się, no ale skoro im się podobało... wytrawny jabłkowy cydr i ciasteczka z cynamonem. tyle chcę zapamiętać z dzisiejszego dnia. z wczoraj zostawię w pamięci kanapki i pożegnanie na lotnisku. i sam lot, bo widoki były wyjątkowo ładne. z wcześniejszych dni może trochę więcej. najpierw opiszę historyjkę. albo nie, nie warto. nigdy nie wiadomo, kto to przeczyta, może sam zainteresowany (tu pozdrawiam kolejnego już maćka). przypominam, że lubię uczciwe sytuacje, a konspiracje cenię najbardziej, gdy mogę wyjść na ulicę z koktajlem mołotowa w dłoni. tak, pilipiuka za dużo czytałam wczoraj w pociągu. czytałam, żeby czymś zająć ten mój nieporadny łeb. sama muzyka nie wystarcza. finlandia. kraina muminków i, podobno, wódki. weekend minął mi naprawdę szybko. głównie za sprawą imprezy, która dostarczyła mi przedniej rozrywki. jubilat dopisał, hehe. było kogo zbierać z podłogi. nooo i te rosjanki... nie dziwię się coniektórym, hoho. śliczne dziewczęta, miłe, wesołe. aż przyjemnie było na nie patrzeć. i, chociaż uważam się za osobę nienawykłą do imprezowania w gronie głównie nieznanych mi osób, było wspaniale. zazdroszczę erasmusowcom. też będę musiała to wypróbować... o ile nie przestraszę się zostawienia całego poznania na rok czy pół. chociaż, skoro nie bałam się opuścić gdańska... dziś poznań zasypał śnieg. było naprawdę biało. dawno nie cieszyłam się tak z zabrania rękawiczek. nastała zima. chłód. czas najwyższy odizolować się od ludzi, ułożyć moje życie prywatne do zimowego snu i zacząć pracować. nareszcie. odkurzę moje "młodzieńcze" podejście do ludzi: "a co mnie to". skupię się na sobie. mimo wszystko cieszę się, że jeszcze nie jest mi wszystko jedno. wy też możecie się z tego cieszyć. p.s. mizuu dziękujemy za nauczenie mnie dwóch znaków migowych. "mad, angry" i "overwhelmed". pomogło mi jakoś. i głupi facebook też pomaga, choć chyba lepiej by było rzucić to cholerstwo. Tagi: nostalgicznie, nie wiem czy powinnam to upubliczniać, nie to chciałam napisać, lost boys, glhf skomentuj (3)
model, photo & code by me |
sznurówki:
moja nie-rewolucja:
|